Pora pozegnać mały ogród. Poznaj kilka moich przemyśleń na temat ostatnich sześciu lat tam spędzonych. O ogrodzie i życiu – zapraszam.

By

Pożegnanie z małym ogrodem

Nareszcie tak jak przeczuwałam nadszedł ten dzień i pożegnałam się raz na zawsze z moim małym ogrodem. Każde pożegnanie to z pewnością bagaż wielkich emocji. Mój mały ogród był pierwszym takim projektem, taką prywatną bazą, azylem, miejscem gdzie spelniałam się kreatywnie, jak i uczyłam się cierpliwości oraz pokory.

W tym ogrodzie bez pamięci zakochałam się w ogrodnictwie. Dzięki niemu zaczęłam zagłębiać tajniki tej niemal magicznej profesji. W nim właśnie rozpoznałam moje ogrodnicze słabości, poznałam swoje ograniczenia ale i pomysły dalekie po horyzont.

Nie mogę zostawić tej historii bez pewnego podsumowania,bo przecież to sześć lat mojego życia.

Kilka najlepszych momentów z małego ogrodu

Kiedy sięgam po dawne fotografie mogę niemal dostrzec jak wielkie zmiany zaszły nie  tylko w wygladzie ogrodu,ale przede wszystkim w moim życiu. Ogród ma bowiem wielki wpływ na nas samych.

  1. Zmiana sama w sobie, zostałam w nim tylko typowe cztery ściany i niezbyt dobrze zachowany trawnik. Tymczasem dzisiaj za zamkniętą furtką zostawiam zaczarowany ogród.
  2. Moje tulipany mają zmienne nastroje. Co roku lubiłam wsadzać nowe kolory w rezultacie co roku wiosna bywała nieco inna. Ostatni rok to niemal koncertowe przedstawienie różu, czerwieni i zółci. To troszkę jak opowieść o mnie samej na przestrzeni tych sześciu lat. Kobiecie nieco zaniedbanej duchowo i zmęczonej  hałasem życia w wielkim mieście, która dochodzi do równowagi życiowej.
  3. Magnolia, mały świadek naszych chwil. Rok po wzięcia ogrodu pod opiekę posadziliśmy nasze pierwsze drzewo. Wszyscy powtarzali mi,że pewnie przyjdzie mi poczekać na jej kwitnienie. Magnolia zakwitła od razu pierwszej wiosny. Jej kwiatami cieszyłam się nie przerwanie przez te sześć ostatnich lat.
  4. Róże i hortensje to kwiaty, bez których mój ogród nie istnieje. Różany zapach czerwcowych wieczorów. Kolory hortensjowych kwiatów. To także ukochane rośliny mojego Taty,chyba po nim odziedziczyłam słabość do nich.
  5. Ogród dla najbliższych był zawsze dla mnie priorytetem. Nie chciałam go mieć tylko dla siebie. Chciałam pokazać innym jakim cudownym jest miejscem. Radością dla mnie był widok mojego męża, przyjaciółki czy mamy znajdujących w nim swoje chwile wytchnienia.
Odpoczynek w małym ogrodzie
Time for relax
Cudowna hortensja Annabell

Czego nauczyłam się w małym ogrodzie ?

Ogród jeszcze szerzej otworzył moje oczy na świat przyrody, na jego potrzeby. Jakże cenne były to spotkania, na przykład odkrycie rodziny żab mieszkających w szuwarach. Indywidualne koncerty ptasie o poranku. Ekscytacja przy robieniu zdjęć nieznanych dotąd owadów.

Gąsienica motyla
Dwa brązowe chrząszcze
Brązowy motylek
Kumak pospolity

W ogrodzie nie ważne jest szybkie tempo ale cierpliwość. Nie można mieć wszystkiego w pięć minut. Od momentu posadzenia pierwszej rośliny a jak dobrze pamiętam był to jakiś krzew, przekonałam się, że cierpliwość pomoże mi nie tylko znieść niewygodne chwile niepewności ale i docenić chwile obecne tu i teraz. Zresztą to była nauka rzutująca na całe moje dotychczasowe życie. Mam wrażenie, że moja praca w ogrodzie uspokoiła mnie wewnętrznie.

Pamiętam jak na jakimś forum ogrodniczym znalazłam zdanie,  w którym ktoś powiedział,że każdy ogrodnik chce mieć wszystkie kwiaty świata, tylko boryka się z ciągłym brakiem miejsca. Coś w tym jest, w moim przypadku nauczyłam się w ogrodzie lepiej znosić porażki i odpuszczać. Podobnie jak w życiu nie wszystko idzie ku naszej myśli. Nie wszystkie plany uda się zrealizować, tak samo jak nie uda się pojechać do wszystkich wymarzonych miejsc na świecie, czy przeczytać wszystkich, uprawnionych książek na świecie. Tutaj analogicznie nie wszystkie rośliny i aranżacje kwiatowe są w zasięgu mojej ręki.

Różowe floksy
Moje piękne floksy zostały w małym ogrodzie. Czy powinnam je wykopać i zabrać ze sobą? Typowy dylemat pragnienia zaspokojenia wszystkich, swoich potrzeb.

Kolejna rzecz motywacja i niezłomność w dążeniu do celu. Sześć lat temu w ręce wpadła mi czysta, zielona kartka papieru. Moje rabaty kwiatowe wykopywałam samodzielnie walcząc z ciężką,gliniastą ziemią.  Był zimny i mokry maj a ja walczyłam sama z łopatą. O ogrodnictwie nie wiedziałam nic, poza wspomnieniem rodziców i ich ogrodu. Sąsiedzi zaglądali po oknach,tymczasem ja robiłam swoje. Kawałek po kawałku stworzyłam mój mały kawałek zielonego raju na ziemi.

Dzisiaj pewnie zrobiłabym to inaczej, bez kopania, z większą świadomością i wiedzą. Jednak ta moja moc sprawcza, skrzydła zdobywcy, tego nie odbierze mi już nikt. Wielka satysfakcja i przekonanie, że mi się udało.

Wiosenny ogródek w pełnej krasie.
Mały ogród w wiosennej odsłonie

Kilka trudnych momentów w małym ogrodzie

  1. Choroba i śmierć mojego Taty miała miejsce wiosną i początkiem lata 2022 roku. Jakże piękny to był czas w przyrodzie. Pogoda jak marzenie a u mnie najpierw wielki niepokój a później smutek i tęsknota. Mój ogród przygarnął mnie do swojego, zielonego serca. Pozwolił przejść żałobę i utulił smutek w cudowności kolorów. Z tym czasem będą kojarzyć mi się moje drzewiaste lilie, które wyrosły do  niebywałych rozmiarów. Jedne z nich miały niespotykany czekoladowy kolor, zakwitły dokladnie na pożegnanie Taty. Nie zachowałam ich cebul, po pogrzebie wszystkie ściełam i wyrzuciłam.
  2. Życie na emigracji w pewnym stopniu wiąże się z poczuciem osamotniona. Jesteśmy tutaj razem a jednak z daleka od najblizszych. Mamy siebie a jednak wokół pełno obcych. Chwile radości z odkrycia nowo rozwiniętego kwiata, mieszały się nie raz z kolejnymi świętami z dala od naszych rodziców. Kolejne wysłane zdjęcie i radość z kroplą goryczy. Popatrz mamo właśnie zakwitły polne kwiaty w ogrodzie, chabry takie jak lubisz. Szkoda,że nie mogę Ci dziś ich podarować.
  3. Wszystkie kwiaty, które kiedyś tam wyrzuciłam. Nie jest łatwo niszczyć to,co samemu się zasadziło. Kiedy widzę wzrost, postęp i coś nie pasuje, zgrzyta czy umiera z jakiegoś tam powodu. Wspominam czule powojnik, wiciokrzew, ostróżkę, małe iglaczki i jeden fioletowy rododendron.
  4. Pogoda ma tutaj swoje znaczenie. Ile razy udało mi się rozczarować pogodą. Wiosna kilka razy potrafiła dać popalić i wtedy oglądanie walczących z huraganem rozkwitnietych żonkili i przywiązywanie tui czy krzewów w strugach deszczu uważam za swoistego rodzaju bohaterskie poświęcenie.
  5. Nic dwa razy się nie zdarza,mój mały ogród zostanie sprzedany a wraz z nim moje dwie piękne,białe róże Iceberg. Wsadzone do ziemi już tam zostaną, może ktoś je doceni i odkryje. Następne wsadzę tylko do wielkich donic. Nie będę oddawać ich komuś drugi raz.
Ogród w zimowy poranek
Mroźne wspomnienie z ubiegłego roku.

Moje pożegnanie z małym ogrodem jest jednocześnie przejściem do drugiej bazy. Nowe przyszło, wraz z nim powrót do mojego pisania i jak sadzę na dobre. Cieszy mnie ten zryw, wena twórcza. Prawda jest taka,że tęsknię za pisaniem w takiej formie. Coraz bardziej unikam mediów społecznościowych. Nie chce mi się myśleć nad tym jak moje opowiadanie rozgryzie bezduszny algorytm. Tymczasem otwieram nowy rozdział nie tylko w dzienniku ogrodnika. Już w następnym wpisie opowiem Wam o mojej przeprowadzce.

Pozdrawiam Was cieplutko.🍂🍁🍂

Dzięki, że tu jesteś! Ta ścieżka była dla mnie wyjątkowa – a co Ty myślisz? Napisz w komentarzu, co Cię poruszyło, albo jakie szlaki sam odkrywasz. Chcesz więcej brytyjskich chwil? Śledź mnie na Instagram i Facebook – wędrujemy razem dalej!

Zostaw ślad swojej wędrówki – napisz, co Cię poruszyło