Pierwsze Polonijne Targi Książki w Oldham było dla mnie niezwykłym przeżyciem, wróciłam z nich z torbą pełną książek, ale to nie one okazały się najcennniejszą pamiatką.
Czasem znacznie ważniejsze są rozmowy, nowe znajomości i poczucie, że uczestniczyło się w czymś, co ma prawdziwe znaczenie.
Tak właśnie wspominam moje pierwsze Polonijne Targi Książki, które odbyły się 26 września 2026 roku w Polish Catholic Centre w Oldham.
Pojechałam tam jako czytelniczka, z ciekawością i nadzieją na kilka interesujących spotkań. Wróciłam z nowymi książkami, zdjęciami, wspomnieniami i refleksją, która została ze mną na dłużej.
Książki łączace Polaków na emigracji
Mieszkając poza Polską, z czasem człowiek zaczyna inaczej patrzeć na język ojczysty. Polski nadal jest obecny w codzienności, w rozmowach z bliskimi, w wiadomościach i wspomnieniach.
A jednak nie zawsze mamy możliwość otaczania się nim tak naturalnie, jak wtedy, gdy mieszkaliśmy w kraju.
Dlatego tak bardzo ucieszyła mnie obecność na wydarzeniu, którego centrum stanowiło właśnie polskie słowo.
Książki mają w sobie coś wyjątkowego. Pozwalają zachować kontakt z językiem, jego brzmieniem, bogactwem i niuansami. Przypominają nam słowa, których może rzadziej używamy, pozwalają zanurzyć się w opowieściach bliskich naszej kulturze i doświadczeniom. Dają też możliwość przekazywania tego języka kolejnym pokoleniom.
Na targach można było znaleźć nie tylko literaturę dla dorosłych, ale również bardzo dużo książek dla dzieci. Pięknie ilustrowane opowieści, książki przygodowe i publikacje dwujęzyczne pokazywały, jak wiele możliwości mają dziś rodzice, którzy chcą rozwijać u swoich dzieci kontakt z polszczyzną.
Wyobrażam sobie, jaką radością dla polskich rodzin mieszkających w Wielkiej Brytanii może być znalezienie książki, którą rodzic przeczyta dziecku po polsku, a później wspólnie będą mogli porozmawiać o jej bohaterach, przygodach i emocjach.
Język to nie tylko słowa. To również więź z kulturą, rodziną i miejscem, z którego pochodzimy. A książka może być jednym z najpiękniejszych sposobów, by tę więź pielęgnować.
Spotkania, które nadały wydarzeniu osobisty wymiar
Za organizacją takich targów stoi mnóstwo pracy, zaangażowania i wiary w to, że warto tworzyć przestrzeń dla polskich autorów oraz czytelników na Wyspach.
Jedną z najważniejszych osób związanych z tym wydarzeniem jest Beata Szymańska, znana w mediach społecznościowych jako Beti Czyta. To właśnie jej zaproszenie umożliwiło mi udział w targach, za co jestem bardzo wdzięczna.

Beata jest osobą skromną, a jednocześnie pełną energii i pasji do książek. Jej działalność obejmuje między innymi spotkania poetyckie i rozmowy z autorami.

Targi były kolejnym, znacznie większym przedsięwzięciem, które pozwoliło zgromadzić w jednym miejscu ludzi związanych z polską literaturą.
Cieszę się, że mogłam spotkać ją osobiście i choć przez chwilę porozmawiać.
Szczególną pamiątką stał się dla mnie również identyfikator z nazwą My British Journey. Niby drobiazg, a jednak miał dla mnie znaczenie. Nie byłam tam wyłącznie jako osoba poszukująca nowych lektur. Przyjechałam również jako autorka bloga, na którym coraz częściej dzielę się swoimi czytelniczymi odkryciami.

Targi odbywały się pod patronatem Konsula Generalnego RP w Manchesterze. Kiedy dotarliśmy z Krzysiem na miejsce, trwało właśnie oficjalne otwarcie z udziałem konsula Ireneusza Truszkowskiego i przedstawicielki Polskiej Macierzy Szkolnej.
Trafiliśmy niemal idealnie w sam moment rozpoczęcia wydarzenia — można powiedzieć, że minęliśmy oficjalną delegację prawie w drzwiach!


Pierwszym punktem programu, na który udało mi się trafić, był panel „Plusy i minusy samodzielnego wydawania książek”, prowadzony przez Izabelę Redusiuk i Pawła Chorysznego, z udziałem innych autorów.
Była to ciekawa okazja, by zajrzeć za kulisy powstawania książek. Samo napisanie tekstu to przecież dopiero początek. Później pojawiają się kolejne wyzwania: wydanie, promocja, sprzedaż i dotarcie do czytelników, szczególnie gdy niezależny autor musi konkurować z dużymi wydawnictwami. Pojawiło się również pytanie o rolę sztucznej inteligencji i o to, czy będzie ona dla twórców wsparciem, czy zagrożeniem.
Ten panel uświadomił mi jeszcze mocniej, ile pracy kryje się za książką, którą później po prostu bierzemy do ręki.
Za każdą książką stoi jakiś człowiek
Jedną z największych przyjemności tego dnia były dla mnie spotkania z autorami. Możliwość zamienienia kilku słów, poznania osoby stojącej za historią i zrobienia wspólnego zdjęcia sprawia, że książka zaczyna mieć jeszcze bardziej osobisty wymiar.
Szczególnie ciepło wspominam spotkanie z Moniką Skarżyńską. Jej książka Podróże zewnętrzne, podróże wewnętrzne była jedną z tych pozycji, na które naprawdę czekałam, zainteresowała mnie jeszcze przed targami, kiedy zobaczyłam ją w zapowiedziach w mediach społecznościowych.

Lubię książki podróżnicze, ale najbardziej interesują mnie te, które oprócz opisywania miejsc prowadzą również w głąb człowieka. Nie ograniczają się do krajobrazów i zabytków, lecz pokazują, jak podróż może zmieniać nasze spojrzenie na świat. Dlatego ta pozycja od razu zwróciła moją uwagę. Samo spotkanie z autorką było równie przyjemne — poznałam osobę ciepłą, otwartą i pełną pozytywnej energii, która ma również artystyczną stronę.
Warto dodać,że Monika jest nie tylko pisarką ale przede wszystkim utalentowaną artystką,informacje o niej samej, jej sztuce i książce znaleźć można na jej STRONIE
Ciekawym doświadczeniem była także rozmowa z M.L. Arden, autorką książki Została sama. Jej charakterystyczny wizerunek i tajemnicza aura przyciągały uwagę, ale równie ważna była dla mnie możliwość osobistego spotkania. Kupiłam egzemplarz jeszcze przed oficjalną premierą, a dodatkowo mogłam przyjrzeć się pięknemu wydaniu kolekcjonerskiemu.

Z kolei B.M.W. Sobol przyciągnęła mnie swoją tajemniczą osobowością. Jej twórczość obejmuje powieści historyczne, a ja bardzo lubię ten gatunek. Z targów wróciłam z trzema jej książkami: Więzy przeznaczenia, Cudzoziemka i Motyw nocy. Jesienne i zimowe wieczory wydają mi się wręcz stworzone do takich lektur.

Miłym zaskoczeniem było spotkanie z Andrzejem Lisiakiem, autorem Obozu pełnego tajemnic. Nie byłam harcerką, ale w dzieciństwie miałam wielu znajomych związanych z harcerstwem i pamiętam obozy oraz ich specyficzną atmosferę. Dlatego temat od razu obudził we mnie pewien sentyment. Zastanawiam się, jak autor połączył przygodową historię z wartościami, które tradycyjnie kojarzą się z harcerstwem: honorem, odpowiedzialnością, wiarą i miłością do ojczyzny.
Szczególną radość sprawiło mi również spotkanie z Żanetą Brudzińską, jedną z autorek antologii Nie mówię już szeptem, którą niedawno przeczytałam i opisałam na swoim blogu. To zupełnie inne uczucie spotkać autorkę książki, która jest jeszcze świeżo w naszej pamięci — zwłaszcza kiedy miało się już okazję podzielić własnymi wrażeniami z lektury.

Wśród autorów znalazł się także Wojciech Filaber, którego publikacje dla dzieci zwróciły moją uwagę, między innymi książka o Kasztance, klaczy marszałka Józefa Piłsudskiego, przygotowana w wersji dwujęzycznej. Bardzo doceniam takie inicjatywy. Tworzenie książek w dwóch językach to przecież nie tylko kwestia przetłumaczenia słów, ale również zachowania sensu, intencji i charakteru opowieści.
Nie zabrakło też kolejnych odkryć. Przywiozłam ze sobą między innymi Patkę i Pepe Agi Szczepańskiej — seria przygodowa zainteresowała mnie dodatkowo dlatego, że część wydarzeń rozgrywa się w Karpaczu, który dobrze znam.


Do mojego stosiku dołączyły również Templarantis Pawła Chorysznego, Kadry tamtego lata Magdaleny Załęckiej oraz Być żoną po raz drugi Olgi B. Pietrzak.
Każda z tych książek ma swoją własną historię, a ja dopiero zaczynam odkrywać, co kryje się między jej okładkami. Z czasem na blogu będą pojawiać się kolejne recenzje.
Nie tylko książki- przestrzeń stworzona z sercem
Na targach uwagę przyciągały nie tylko same publikacje, lecz także sposób, w jaki zaaranżowano przestrzeń.
Dekoracje inspirowane książkami, papierowe wycinanki i literackie detale tworzyły wyjątkową oprawę wydarzenia. Szczególnie spodobał mi się pomysł na przytulny kącik czytelnika urządzony przy wejściu, z wykorzystaniem starej szafy. Miejsce niemal samo zapraszało, by przystanąć, zrobić zdjęcie i na chwilę poczuć się jak we własnym czytelniczym zakątku.
Widać było, że ktoś włożył w te dekoracje dużo pracy i wyobraźni.



Zwróciłam też uwagę na obecność inicjatyw wspierających polskie rodziny i czytelnictwo, między innymi Together Family Center / Polish Community Hub, które organizuje spotkania klubu książki.
To kolejny przykład na to, że literatura może być pretekstem do budowania relacji, wymiany myśli i tworzenia wspólnoty — nawet wtedy, gdy dzieli nas od ojczyzny wiele kilometrów.

Dla każdego coś miłego
Jedną z rzeczy, które najbardziej doceniłam, była różnorodność oferty. Nie miałam poczucia, że wydarzenie zostało zdominowane przez kilka wielkich wydawnictw czy najbardziej rozpoznawalnych nazwisk. Dużo miejsca zajmowali autorzy niezależni i osoby, które samodzielnie wydają swoje książki.
Dzięki temu targi sprawiały wrażenie otwartych i różnorodnych. Można było znaleźć fantastykę, science fiction, literaturę historyczną, obyczajową, wspomnieniową, publikacje religijne i rozwojowe, a także książki dla dzieci oraz pozycje dwujęzyczne.

Każdy mógł zatrzymać się przy czymś innym, porozmawiać z autorem, poznać nowy tytuł i wrócić do domu z książką, na którą być może nie trafiłby w zwykłej księgarni.
Właśnie w tym widzę dużą wartość takich spotkań. Dają przestrzeń nie tylko znanym twórcom, ale również tym, którzy dopiero budują swoją czytelniczą społeczność.

Pozwalają spotkać się osobom, które łączy coś więcej niż sam zakup książki — wspólna pasja, język i potrzeba opowiadania historii.
Czy ciag dalszy nastąpi?
Z Oldham wróciłam z dziesięcioma książkami dla siebie, wieloma zdjęciami i głową pełną wrażeń.
Książki czekają już na swoją kolej, a ja cieszę się na myśl o kolejnych wieczorach spędzonych z nowymi historiami.
Jednak najważniejszą pamiątką z tego dnia nie jest wcale liczba książek, które przywiozłam.
Jest nią poczucie, że polskie słowo nadal potrafi gromadzić ludzi, tworzyć więzi i przypominać nam o tym, co wspólne — niezależnie od tego, w jakim kraju mieszkamy.
Po rozmowie z Beatą wiem również, że tegoroczne targi nie będą jednorazowym przedsięwzięciem. Organizatorzy chcą kontynuować tę inicjatywę, dlatego w przyszłym roku możemy spodziewać się drugiej edycji Polonijnych Targów Książki w Manchesterze.
Bardzo mnie to cieszy. Mam nadzieję, że z każdym rokiem będzie przybywać autorów, czytelników i rodzin, które zechcą spędzić ten dzień wśród polskich książek.
Takie wydarzenia są potrzebne — nie tylko po to, by promować literaturę, lecz także po to, by pielęgnować język i budować wspólnotę wokół niego.
A ja? Cóż, mam już stosik nowych lektur, kilka pięknych wspomnień i poczucie, że to był naprawdę dobrze spędzony dzień.
Do zobaczenia na kolejnych targach — i do przeczytania przy następnej książce!







Zostaw ślad swojej wędrówki – napisz, co Cię poruszyło