Montgomery od dawna czekało na swoją kolej. Pod koniec sierpnia odkryliśmy tu zupełnie inne oblicze Walii – złote pola, spokojne miasteczko, średniowieczny zamek i niezwykłe historie zapisane w kamieniu.

By

—

Montgomery- opowieść o walijskim pograniczu

Pod koniec sierpnia odwiedziliśmy Montgomery, niewielkie miasteczko tuż przy granicy Anglii i Walii. Od dawna czekało na swoją kolej na mojej podróżniczej liście. Nie spodziewałam się jednak, że ta wyprawa pokaże mi tak odmienne oblicze Walii – pełne złotych pól, łagodnych wzgórz, średniowiecznych ruin i niezwykłych historii.

Walia,której wcześniej nie znałam

Na pewno każdy z nas zna takie miejsca, które od dawna pojawiają się w naszych planach, ale z jakiegoś powodu ciągle odkładamy ich odwiedzenie.

Montgomery było właśnie jednym z nich. Kiedy mieszkaliśmy w Cheshire, wielokrotnie myślałam o tej niewielkiej miejscowości położonej tuż przy angielsko-walijskiej granicy. Zawsze jednak znajdował się jakiś powód, żeby przełożyć wyjazd na później. Być może zimowa aura nie zachęcała mnie do takiej wyprawy, a może po prostu czekałam na właściwy moment.

W końcu nadszedł koniec sierpnia. Po długim, gorącym lecie, kiedy mieliśmy już serdecznie dość upałów, temperatura wreszcie stała się przyjemniejsza. Można było znów cieszyć się spacerami, ruszyć przed siebie bez pośpiechu i odkrywać kolejne zakątki okolicy.

Tym razem wybór padł na Montgomery, a więc na miejsce, które pozwalało nam jednocześnie poznawać pogranicze walijskie i kontynuować nasze odkrywanie Shropshire.
Już sama droga okazała się niespodzianką.
Walia kojarzy mi się przede wszystkim z górami, rozległymi pastwiskami i owcami pasącymi się na zielonych zboczach. Tymczasem tutaj zobaczyłam zupełnie inny krajobraz. Wiejski, rolniczy, pełen łagodnych wzgórz i pól rozciągających się aż po horyzont.

Dolina Montgomery
Przepiękna panorama Doliny Montgomery widziana ze szczytu góry zamkowej.

Szczególnie pięknie wyglądały pod koniec lata. Złociste połacie po skoszonych zbożach przeplatały się z polami, na których wciąż trwały prace. Gdzieniegdzie można było dostrzec poruszające się traktory, a cała okolica nabierała ciepłych, przygaszonych barw. Widać było, jak bardzo letnie upały zmieniły wygląd tej ziemi.
Pola układały się na wzgórzach niczym szachownica, wyznaczając geometryczne granice w naturalnym, falującym terenie.

Ten widok miał w sobie coś niezwykle spokojnego. Była to Walia codzienna, pracująca, związana z rytmem pór roku i rolniczym krajobrazem.

Montgomery- niewielkie miasteczko z wielką historią

Montgomery, po walijsku Trefaldwyn, leży w hrabstwie Powys, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Anglią. To historyczne miasteczko pogranicza, którego dzieje od wieków splatały się z historią obu krajów.
Nie jest to jedno z tych miejsc, do których w sezonie wakacyjnym przyjeżdżają tłumy turystów.

Kobieta w sukience idącą wzdłuż ulicy w starym miasteczku
Klimat Montgomery jest niepowtarzalny

Nawet pod koniec sierpnia, kiedy wakacje jeszcze trwały, panował tu spokój. Bez większego problemu udało nam się znaleźć miejsce parkingowe w pobliżu centrum.
To od razu stworzyło odpowiedni nastrój do zwiedzania. Bez pośpiechu, bez konieczności przeciskania się przez tłum, mogliśmy po prostu ruszyć przed siebie.

Montgomery jest niewielkie, ale ma w sobie mnóstwo uroku. Spacerując ulicami, zwracałam uwagę na piękne budynki, stare kamienne domy i charakterystyczną architekturę, która odróżnia tę miejscowość od wielu angielskich jak i walijskich miasteczek.
Szczególnie spodobała mi się Broad Street, główna historyczna ulica Montgomery, przy której można podziwiać zabudowę z różnych epok, w tym eleganckie domy georgiańskie.

Hotel Czerwony Smok – nie ma nic bardziej walijskiego w tej mieścinie jak ta nazwa.
Wejście przy jednym z domów w Montgomery
Urokliwe wejście przy jednej z kamienic w Montgomery

To właśnie takie miejsca przypominają mi, że architektura jest nie tylko ozdobą przestrzeni, ale także zapisem życia kolejnych pokoleń.

W drodze na zamek mijaliśmy również budynek dawnego więzienia, dziś pięknie odrestaurowany. To jeden z tych obiektów, obok których można przejść obojętnie, jeśli nie zwróci się uwagi na ich przeszłość.

Kolaż z Montgomery
Budynek na górze to pięknie odrestaurowany gmach dawnego więzienia w Montgomery- dzisiaj prywatny dom, na dole typowy sklep żelazny do tego prawdziwy labirynt pomieszczeń – można tam kupić dosłownie wszystko.


Montgomery nie potrzebuje wielkich atrakcji ani rozbudowanej infrastruktury turystycznej, żeby zainteresować odwiedzających. Jego siła tkwi w autentyczności, skali i atmosferze małego miasteczka, które nadal żyje własnym rytmem.

Zamek Montgomery- strażnik walijskiego pogranicza

Naszym głównym celem był oczywiście zamek, a właściwie jego ruiny, górujące nad miasteczkiem.
Droga prowadząca na wzgórze jest dość stroma, ale warto pokonać to krótkie podejście.

Droga w stronę ruin zamkowych
W drodze na zamek zauważamy ogrom wypalonej przez letnie słońce trawy.

Już sama lokalizacja zamku wyjaśnia, dlaczego wybrano właśnie to miejsce.

Wzniesienie zapewniało doskonały punkt obserwacyjny na okoliczne doliny, szlaki komunikacyjne i tereny przygraniczne.
Kiedy stanęliśmy pośród ruin, szybko stało się jasne, że największym skarbem tego miejsca nie są zachowane fragmenty murów, lecz przestrzeń, która otwiera się wokół nich.

Most na zamek Montgomery
Most nad dawną fosą

Z jednej strony rozciągały się łagodne wzgórza, z drugiej dolina rzeki Severn, a dalej tereny prowadzące w stronę Shropshire. Krajobraz pozwalał zrozumieć strategiczne znaczenie tego punktu, a jednocześnie zachęcał, żeby na chwilę przystanąć i po prostu popatrzeć.


Historia zamku jest równie interesująca jak jego położenie.

Kamienną warownię zaczęto wznosić w 1223 roku z rozkazu króla Henryka III, w miejscu, które miało ogromne znaczenie dla kontroli walijsko-angielskiego pogranicza.

W kolejnych dziesięcioleciach zamek rozbudowywano, a pod koniec XIII wieku, już w okresie podbojów Walii przez Edwarda I, prowadzono tu dalsze prace obronne.

To ważne rozróżnienie, ponieważ właśnie zamki związane z Edwardem I chciałabym stopniowo opisywać na blogu.

Montgomery jest ciekawym punktem wyjścia do tej opowieści, choć jego początki są wcześniejsze niż wielki program budowy zamków Edwarda I w podbitej Walii.
W średniowieczu pogranicze było obszarem napięć, najazdów i walk o wpływy. Zamki nie służyły wyłącznie obronie. Były także wyrazem królewskiej władzy, narzędziem kontroli terytorium i symbolem dominacji nad okolicą.

Montgomery odegrało istotną rolę w tej historii. W 1267 roku zawarto tu traktat, na mocy którego angielski król Henryk III uznał Llywelyna ap Gruffudda za księcia Walii.

To jeden z tych historycznych epizodów, które pokazują, jak skomplikowane były relacje pomiędzy angielskimi władcami a walijskimi książętami.

Z czasem militarne znaczenie warowni malało, a jej historia dobiegła końca podczas angielskiej wojny domowej.

Po wydarzeniach 1644 roku i zdobyciu zamku przez siły parlamentarne w 1649 roku wydano rozkaz jego zniszczenia, aby nie mógł ponownie pełnić funkcji obronnej. Do naszych czasów przetrwały fragmenty murów, pozostałości bramy i ziemnych umocnień.

Widok na kościół ze wzgórza w walijskim miasteczku
Widok na kościół św. Mikołaja

Dzisiaj nie przyjeżdża się tu po to, żeby podziwiać kompletną średniowieczną twierdzę. Przyjeżdża się, by zobaczyć jej położenie, odczytać ślady dawnej potęgi i wyobrazić sobie, jak wyglądało życie na tym niespokojnym pograniczu.

Kościół św. Mikołaja i niezwykła historia rodziny Herbertów

Wieża kościelna od strony ogrodów

Po zamku przyszedł czas na kolejne odkrycie. Tym razem skierowaliśmy się do kościoła św. Mikołaja, który należy do najważniejszych zabytków Montgomery.
Historia świątyni sięga XIII wieku, a jej wnętrze kryje cenne elementy średniowiecznego wyposażenia, w tym pięknie rzeźbiony lektorium oraz stalle chórowe z misericordiami, czyli niewielkimi wspornikami pod siedzeniami, często ozdobionymi zaskakującymi przedstawieniami.

Wnętrze kościoła w Montgomery
Wnętrze dość mroczne w ciągu dnia, na pierwszym planie pokaźnych rozmiarów stelle i misericordia

Część wyposażenia pochodzi z dawnego klasztoru w Chirbury.

Nawa centralna w kościele
Witraż męki Pańskiej
Niezwykły witraż przedstawiający Pasje oraz Zmartwychwstanie Pańskie

Jednak tym, co szczególnie przyciągnęło moją uwagę, był niezwykły nagrobek Richarda Herberta i jego żony Magdalen.

Richard Herbert był przedstawicielem wpływowej rodziny związanej z Montgomery. Po jego śmierci żona, Magdalen Herbert, ufundowała okazały pomnik nagrobny, ukończony około 1600 roku.

Monument przedstawia Richarda i Magdalen spoczywających obok siebie pod ozdobnym baldachimem.

Niezwykły grobowiec rodu Herbert

Wyrzeźbione postacie ubrane są w stroje swojej epoki, a za nimi umieszczono przedstawienia ich dzieci. Całość jest nie tylko imponującym dziełem sztuki sepulkralnej, lecz także rodzinnym portretem zapisanym w kamieniu.


Szczególnie poruszający jest jednak inny element pomnika: przedstawienie owiniętego całunem ciała, nawiązujące do motywu memento mori — przypomnienia o nieuchronności śmierci i przemijaniu.

Jego wykonanie przypisuje się Walterowi Hancockowi, mistrzowi kamieniarskiemu z High Ercall w Shropshire.
To jeden z tych zabytków, przy których historia przestaje być odległym ciągiem dat i nazwisk, a zaczyna opowiadać o konkretnych ludziach, ich relacjach i przemijaniu.

Obok reprezentacyjnych wizerunków małżonków i ich rodziny pojawia się obraz ludzkiej śmiertelności.

To przypomnienie, że nawet bogactwo, pozycja i prestiż nie chronią przed upływem czasu.


Magdalen Herbert przeżyła męża i zadbała o to, by pamięć o nim została utrwalona. Jej historia jest równie interesująca jak sam nagrobek. Była matką licznej rodziny, a wśród jej dzieci znaleźli się Edward Herbert, późniejszy baron Herbert of Cherbury, oraz George Herbert, znany poeta i duchowny.

Zatrzymując się przy tym nagrobku, trudno nie pomyśleć o pamięci i o tym, co pozostawiamy po sobie. Magdalen zadbała o zachowanie pamięci o mężu, ale pomnik stał się również świadectwem jej własnej historii i świata, w którym żyła.

Witraż z kościoła w Montgomery
Przepiękny witraż na innej ze ścian w kościele świętego Mikołaja w Montgomery

Chwila wytchnienia

Nie planowaliśmy tego dnia żadnego szczególnego postoju na obiad. Mieliśmy ze sobą własny prowiant, więc mogliśmy zwiedzać we własnym tempie, bez podporządkowywania całej wyprawy godzinom otwarcia restauracji.
W miasteczku nie brakowało jednak małych kawiarni i miejsc, w których można było na chwilę usiąść. Udało nam się kupić kawę na wynos w niewielkim sklepiku, a potem przysiedliśmy na moment, żeby odpocząć i popatrzeć na toczące się wokół życie.

Nie zawsze trzeba mieć rozpisany plan zwiedzania od punktu do punktu. Niekiedy to właśnie przerwa między kolejnymi atrakcjami pozwala najlepiej poczuć atmosferę miejsca.

Budynek muzeum w Montgomery
Budynek niewielkiego muzeum miejskiego


Montgomery nie było zatłoczone ani głośne. Miało w sobie spokój małego miasteczka, które nie musi niczego udowadniać. A ja mogłam na chwilę poczuć się nie jak turystka odhaczająca kolejne zabytki, ale jak ktoś, kto po prostu zagląda do innego świata i próbuje zrozumieć jego rytm.

Montgomery- mała miejscowość i wiele opowieści

Ta sierpniowa wyprawa uświadomiła mi, jak wiele różnorodnych krajobrazów i historii kryje się na stosunkowo niewielkim obszarze przy granicy Anglii i Walii.


Montgomery okazało się miejscem innym, niż sobie wyobrażałam. Zamiast typowo górskiej Walii zobaczyłam krainę rolniczych wzgórz, złotych pól i spokojnych dolin.

Droga do Montgomery
Droga prowadząca do miasteczka ciągnie się wzdłuż szachownicy pól sielskiego krajobrazu Walii

Zamiast popularnego, pełnego turystów celu podróży — niewielkie miasteczko, w którym można swobodnie spacerować i odkrywać jego kolejne warstwy.

To kolejny punkt na naszej mapie odkrywania Shropshire i jego okolic, ale również początek szerszej opowieści o walijskich zamkach, średniowiecznym pograniczu i historii zapisanej w murach, które przetrwały setki lat.

Wesołe ludziki z widokiem w tle
Jak widać na wzgórzu świeciło nadal mocno i trochę wiało ;)


Bo czasami najciekawsze podróże zaczynają się od miejsca, które od dawna chodzi nam po głowie. Wystarczy w końcu znaleźć odpowiedni dzień, ruszyć przed siebie i pozwolić, by rzeczywistość zaskoczyła nas bardziej, niż potrafiliśmy sobie wyobrazić.

Dzięki, że tu jesteś! Ta ścieżka była dla mnie wyjątkowa – a co Ty myślisz? Napisz w komentarzu, co Cię poruszyło, albo jakie szlaki sam odkrywasz. Chcesz więcej brytyjskich chwil? Śledź mnie na Instagram i Facebook – wędrujemy razem dalej!

Zostaw ślad swojej wędrówki – napisz, co Cię poruszyło