W dniu 14 maja w Wielkiej Brytanii obchodzi się Dzień Ogrodu, takie małe święto ogrodników ale i tych, którzy zwyczajnie kochają przyrodę i nawet malutki kawałek ziemi zmieniają w kwitnący skrawek raju. Z tej okazji postanowiłam zapoznać Cię z kilkoma faktami z dziejów mojej rodziny, gdyż z ogrodem mamy bardzo dużo wspólnego.

OGRÓD MOJEGO DZIADKA I MOJE RODZINNE MIASTO

Ogrody towarzyszą mi od zawsze. Pochodzę z Dolnego Śląska a konkretnie niewielkiego miasteczka Szczawno-Zdrój, usytuowanego na Przedgórzu Sudeckim, gdzieś tam u stóp Gór Wałbrzyskich. 

To piękna, uzdrowiskowa mieścina gdzie domy mają swoje opowieści i historie z dawnych lat. To miejsce organizowali Hochbergowie, książęta z pobliskiego zamku Książ. Może dlatego szczęśliwie dla miasta nie stało się brudną, kopalnianą dzielnicą Wałbrzycha a uroczym, zielonym azylem. 

W Szczawnie otaczały mnie więc większe i mniejsze ogrody, parki, niezliczona ilość zielonych łąk, zaś na spacerze mogłam podziwiać widoki gór.

Czy w moim rodzinnym domu również był ogród ? Oczywiście i to dość sporych rozmiarów. Chciałabym zobaczyć go jeszcze z czasów pierwszych mieszkańców, niestety mój dom umiejscowiony w pobliżu sanatorium Azalia nie widnieje na żadnej, starej fotografii.

Jak wiadomo, układ mapy Europy znacznie zmienił się po wojnie, granica Polski została przesunięta na zachodzie. Dawne tereny niemieckie, małe i większe miasteczka stały jakby otworem, stawały się nową szansą dla osób wysiedlanych ze wschodniej części. Nowy obszar był obietnicą nowego początku.

OGRÓD I HISTORIA MOJEGO DZIADKA W TLE 

Właśnie z nadzieją na nowe, lepsze życie przybył do Szczawna mój dziadek Jan. 

Mężczyzna średniego wzrostu, zaradny, energiczny z charakterystycznym papierosem w ręku. Dziadek sporo palił, nawet palce dłoni pożółkły mu od papierosowego tytoniu.

 Czy widzieliście kiedyś zdjęcia mężczyzn budujących wieżowce Nowego Jorku? Pełne werwy życiowej młode wilki, w charakterystycznych koszulach z zakasanymi rękawami, na głowach nosili typowe dla klasy robotniczej berety z daszkiem. 

Taki właśnie był mój dziadek, pokolenie ludzi czynu, najpierw mających marzenia i plany w wolnej Polsce, zniszczonych przez wojenną szarugę i komunistyczne układy. Pokolenie ludzi uciekających z obozów zagłady, trzymających na muszce wroga przed domem na rogu, wymazujących z pamięci bolesne wspomnienia. O dziadku i jego młodości nie wiem za wiele, był w tym temacie dość tajemniczy. Wiem jednak, że pochodził z okolic Ostrowca Świętokrzyskiego, wraz z babcią Zosią prowadził plantacje tytoniu.

 Z rozmowy z mamą o dziadkach dowiedziałam się, że oboje zaraz po wojnie zamieszkali jednak w innym miejscu, zanim przybyli na Dolny Śląsk.

Grabówiec to mała wieś blisko Brodnicy i właśnie tam podobno dziadek z babcią dostali  wielkie gospodarstwo. Prawdopodobnie była to darowizna po dawnych właścicielach, Niemcach, którzy zostali wysiedleni lub wyjechali z kraju po przesunięciu granicy. Z pewnością były to tereny rolnicze, dziś zostało tam niewiele domów, ale moje wątpliwości budzą stare, zrujnowane dziś dwory znajdujące się w pobliżu. 

Stare folwarki najczęściej mieściły się w takich miejscach. Czy dziadkowie zamieszkiwali któryś z tych dworów, tego nie wiem, ale podobno było to olbrzymie gospodarstwo z sadem, plantacjami tytoniu, końmi i innymi zwierzętami? To właśnie z tych czasów zostało kilka zdjęć, kiedy do dziadków w odwiedziny przyjeżdżała siostra dziadka z dziećmi.

Niestety tak jak przewidywałam polityczna działalność dziadka, członkostwo w Armii Krajowej spowodowało, że był widziany w czasach stalinowskich jako wiejski bogacz. Atmosfera zaczęła robić się nieprzyjemna, podobno w domu nigdy nie słychać było żadnej opowieści z tamtych czasów. Jakby ktoś wymazał tę kartę z rodzinnej pamięci. Czy można coś takiego wymazać z pamięci? Jakże to musiało być trudne dla dziadka? Z prawdziwie dumnego właściciela ziemskiego, zarządzającego wielkim gospodarstwem stał się pracownikiem kotłowni. Co tak naprawdę się tam wydarzyło

 W trudnej sytuacji dziadkowie porzucili Grabówiec i uciekli na Dolny Śląsk. Nigdy już o tym nie wspominali. Co za sobą zostawili? Z jaką stratą w ich życiu to było związane?

Dziadek niewiele wspominał o tym czasie, podobno walczył w partyzantce i już dziś wiadomo, że mówić o tym w powojennej Polsce było niebezpieczne. W czasie wojny przebywał w rejonach żołnierzy wyklętych, dziadek nie chciał opowiadać co,  robił w tym czasie. Zresztą nagle zostawił wszystko, swoje dawne życie i wyjechał z babcią na Dolny Śląsk. Niestety nie mógł prowadzić gospodarstwa, najwyraźniej komuś to przeszkadzało. 

Z rodzinnych opowiadań wiem, że uwłaszczenia majątków zrobiły swoje. Dziadek miał zawsze dryg do interesów, był nowatorem, lubił szukać nowych wyzwań i pewnie dzięki temu nie utracił hartu ducha. Kto wie, może widział więcej niż inni. 

OGRÓD NA DOLNYM ŚLĄSKU I NOWY POCZĄTEK WSZYSTKIEGO

Prawda jest taka, że ten ogród faktycznie nas żywił przez wiele lat. Gdzieś tam przecież pojawiła się na początku wielka cieplarnia a później wybudowana przez dziadka i tatę szklarnia. Nie brakowało i małego warzywniaka, gdzie dziadkowie hodowali marchewki, buraczki, por, cebulę czy zioła. W szklarni oczywiście na wiosnę pojawiała się sałata, rzodkiewka, szczypiorek a latem rosły pomidory i ogórki. Były też inne eksperymenty mojego taty, ale o tym muszę napisać osobno. 

Dziś widzę, jak ludzie żyją na skróty, minimalizm, ogrody są betonowane, wręcz leniwe pokolenie pozbywa się trawy na poczet fałszywych trawników. Pokolenie dziadków zawsze chciało śmielej i więcej. Na tyłach ogrodów sądzono krzewy owocowe, ile tam było malin, a w każdym niemal kącie były krzewy porzeczek we wszystkich możliwych kolorach czerwonym, żółtym czy czarnym. Nie zapominam też o słodkim agreście.

 Jak ktoś pomyśli, że to wszystko to się bardzo myli. Ogrody w Szczawnie były pokaźnych rozmiarów, a i tak niemal każdy dodatkowo jeszcze miał własną działkę.O tej działce chyba też powinnam opowiedzieć osobno, ten fragment również zasługuje na osobną historię. 

Wpis ten dedykuję moim dziadkom, postanowiłam zresztą raz w miesiącu podzielić się taką nieco rodzinną historią. Dla mnie to utrwalenie tych historii od zapomnienia, może też po latach ktoś znajdzie w tych opowieściach coś dla siebie ważnego.

Zostaw ślad swojej wędrówki – napisz, co Cię poruszyło

może cię zainteresuje