Początek marca przyniósł do Walii pierwsze oznaki wiosny. Pojedyncze żonkile zaczynały rozkwitać wzdłuż kamiennych murków. Kolcolist pokrywał wzgórza drobnymi żółtymi kwiatami.
Tego dnia czułam, że to idealny moment na pieszą wędrówkę – szlak, który mieliśmy przejść, łączył w sobie historię, tradycję i piękno walijskiego krajobrazu.
Ruiny Castell y Bere-wspomnienie dawnych czasów
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy od zwiedzania ruin zamku Castell y Bere, który niegdyś strzegł tej części Walii. Zamek położony jest na wzgórzu, z widokiem na dolinę, dawniej potężna twierdza, choć dziś jest jedynie cieniem dawnej świetności. To miejsce ma w sobie coś surowego i dzikiego – wysokie kamienne ściany, wokół których wiatr świszczy swoją pradawną pieśń. Zamek opiszę szerzej w osobnym wpisie, ale już teraz mogę powiedzieć, że to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc, jakie odwiedziłam w tej okolicy.



Wędrówka przez pastwiska i ślady pasterskiej historii
Po opuszczeniu zamku ruszyliśmy w głąb doliny, zataczając szerokie koło wśród rozległych pastwisk. Na łąkach pasły się owce – spokojne i dostojne, choć widać było, że lada chwila na świat przyjdą ich jagnięta. Na naszej trasie mijaliśmy stare kamienne chaty pasterskie, które wtopione w krajobraz przypominały o dawnym stylu życia w tych górach.



Niektóre z nich to hafod – letnie schronienia pasterzy, położone wyżej w górach. Latem pasterze przenosili się tutaj ze stadami, korzystając z bujnych pastwisk. Budynki były niewielkie, często kryte darnią, z prostym wnętrzem, gdzie zmęczeni całodzienną pracą pasterze mogli znaleźć chwilę wytchnienia.



Inne to hendre – domy zimowe, leżące niżej w dolinie, gdzie pasterze spędzali chłodniejsze miesiące. Te chaty były solidniejsze, bardziej rozbudowane, czasem z piecami ogrzewającymi wnętrze. Krocząc po okolicy, udało nam się dostrzec kilka ukrytych pośród wzgórz. Niestety tylko jedna była całkowicie odbudowana i służyła pewnie jako domek do wynajęcia, większość niszczeje, zostaje porzucone i zamienia się z czasem w stertę gruzu. Wielka szkoda, że wiele z nich to już tylko ruiny, ale nadal opowiadają historię dawnych mieszkańców tych ziem.

Śladami Mary Jones — wioska Llanfihangel-y-Pennant
Po kilku godzinach wędrówki dotarliśmy do Llanfihangel-y-Pennant, niewielkiej wioski, która dla wielu może wydawać się niepozorna. To właśnie tutaj rozpoczęła się historia Mary Jones – dziewczyny, której determinacja zmieniła świat.



Przy jednej z dróg znaleźliśmy pomnik upamiętniający jej niezwykłą podróż. W 1800 roku piętnastoletnia Mary przeszła stąd pieszo 26 mil do Bala (ponad 40 km), aby kupić upragnioną walijską Biblię.

Gdy wędrowaliśmy po tej okolicy, trudno było nie wyobrazić sobie jej trasy – pagórkowate ścieżki, kamienne mostki, doliny pełne wiatru i słońca.
Mary była odważną dziewczyną, nie obawiała się przemierzyć boso tak daleką drogę, po to, aby zdobyć egzemplarz Biblii dla siebie i swojej społeczności w rodzimym języku walijskim. Według legendy Mary przez sześć lat oszczędzała pieniądze, wykonując różne prace, aby w końcu kupić upragnioną Biblię. Gdy miała 15 lat, w 1800 roku, wyruszyła w pieszą podróż do Bala – odległość około 26 mil (ponad 40 km) – aby zdobyć egzemplarz od pastora Thomasa Charlesa. Kiedy dotarła na miejsce, okazało się, że wszystkie Biblie zostały już sprzedane. Wzruszony jej determinacją Charles postanowił dać jej jeden z dostępnych egzemplarzy.
Historia Mary stała się inspiracją do powołania w 1804 roku Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego (British and Foreign Bible Society), którego celem było zapewnienie powszechnego dostępu do Biblii, także w językach narodowych.




To niesamowity przykład odwagi, determinacji i wielkiej miłości do języka ojczystego.
Dla każdego może być dzisiaj przykładem wytrwałości i wiary.
Kościół św. Michała — miejsce z historią

Na koniec odwiedziliśmy kościół św. Michała, niewielką, ale klimatyczną budowlę, w której znajduje się wystawa poświęcona historii Mary. W środku panowała cisza, a przez okna wpadało łagodne światło, oświetlając kamienne wnętrze. Na cmentarzu wokół świątyni spoczywają dawni mieszkańcy wioski, choć sam grób Mary Jones znajduje się w Bryncrug.




To była wyjątkowa wędrówka – pełna historii, pięknych krajobrazów i pierwszych oznak wiosny. Walia po raz kolejny pokazała mi, jak wspaniale łączy przeszłość z teraźniejszością, a ja już planuję kolejną trasę, by odkrywać jej kolejne tajemnice.

Dodaj odpowiedź do Anszpi Anuluj pisanie odpowiedzi